Już kilka postów temu pisałam o spotkaniu lata z jesienią, a
tu już zawitała piękna Polska jesień w pełnej krasie :) w chaotycznej
kuchni oznacza to wkroczenie dyni na stół. W tym roku otrzymałam w prezencie
kilkanaście kilogramów złocistej dyni więc na dłużej zagościła moim w
kulinarnym repertuarze. Musiał powstać oczywiście nieśmiertelny już ketchup z
dyni tu macie zeszłoroczny przepis na niego -> , Ketchup z dyni cała masa musu dyniowego, który zamrożony czeka
na przerobienie w pyszne ciasta, lody i inne przyjemności, gulasz, zupa i inne
smakołyki o których będę tu pisać. Na dobry początek moja wersja zupy krem z
dyni. Króluje ona aktualnie na większości blogów to musi być i u mnie.
Przyznam szczerze, że nie przepadam za zupami w postaci kremu i jest to mój
pierwszy wyrób tego rodzaju, ale myślę, że nie ostatni. Moja zupa ma wyrazisty
smak z lekką nutą azjatycką. Zapraszam Was do wypróbowania jej w swoim domu.
Przepis na około 4-5 porcji
1 kg obranej i wypestkowanej dyni
1 litr wywaru (warzywnego lub drobiowego)
1 cebula
3 ząbki czosnku
1 łyżka kurkumy
Sok z 1 limonki
1 łyżka sosu sojowego
Kilka płatków peperoncino
1 łyżeczka oleju kokosowego
Sól i pieprz do smaku
Do podania
Pestki z dyni
Skórka otarta z limonki
Olej z pestek dyni
Dowolne kiełki (ja użyłam kiełków lucerny)
Cebule drobno kroimy i i podsmażamy na łyżeczce oleju
kokosowego do uzyskania złotego koloru, dodajemy dynie pokrojoną w kawałki
mniej więcej 2 na 2 cm i chwilę całość
smażymy. Teraz zalewamy wszystko bulionem i gotujemy około ½ godziny aż dynia
zacznie się rozpadać, dodajemy czosnek przeciśnięty prze praskę, kurkumę, sok z
limonki, płatki peperoncino i sos sojowy. Doprawiamy solą i pieprzem i gotujemy
całość kilka minut do połączenia smaku, a następnie blendujemy zupę do momentu
otrzymania gładkiego aksamitnego kremu. Podajemy okraszone pestkami dyni,
skórką otartą z limonki, kroplą oleju z pestek z dyni oraz porcją kiełków.
Smacznego!!!!



