sobota, 31 grudnia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!



Moi drodzy dziś taki szczególny dzień, podsumowań, refleksji i planów. Patrzę oczami wspomnień na mijający rok i podsumowuję go na plus. Założenia, plany i wyznaczone cele wykonałam więc jestem z siebie zadowolona, Kosztowało mnie to sporo energii i wysiłku, ale warto było, bo im trudniej jest tym przyjemniejszy koniec. Wierzę, że i Wasze postanowienia się zrealizowały. A na nadchodzący rok postanowiłam przede wszystkim dokończyć to zaczęłam, a będzie tego dużo i znów ze sporym wydatkiem energetycznym, ale cóż ja tak lubię. Ponadto planuję spełnić kilka swoich marzeń.... tak dokładnie ja będę spełniać swoje marzenia. Oczywiście na drodze do tego spełnienia będzie sporo mniejszych celów, które będą pomocne. A na zakończenie życzę Wam i sobie dbania o siebie i wsłuchiwania się w swoje potrzeby.
Szczęśliwego Nowego 2017 roku!!!!

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt :)


Moi drodzy w ten magiczny dzień życzę wszystkim samych wspaniałości. Chwil pełnych miłości, radości i szczęścia. Całej masy motywacji, inspiracji, siły i wytrwałości. Czasu spędzonego z najbliższymi, nich dziś nad waszymi stolami unosi się radosny gwar i beztroski śmiech, celebrujecie tą chwilę i czerpcie z niej energię.
Wszystkiego Co najlepsze dla Was i Waszych najbliższych :)


piątek, 23 grudnia 2016

Pamiętajmy o sobie :)

Dziś praca w rękach się pali, no cóż taki czas. Każdy z Was zajęty gotowaniem sprzątaniem, ubieraniem choinek, a niektórzy na pewno robią ostatnie zakupy lub szukają prezentów. Ja też zadań na dziś mam całą masę ale staram się pamiętać również o sobie. Często robię przerwy, słucham ulubionej muzyki, a teraz znalazłam chwilę by do Was napisać i zaproponować ostatni przepis na pyszne i lekkie ciasto z jabłkiem, Może jeszcze szukacie nowych inspiracji to ten przysmak powinien Wam się spodobać. Pamiętajcie kochani o sobie, nic się nie stanie jak nie zrobicie kolejnej sałatki, lub nie domyjecie okna, ale stanie się jak zapomnicie o swoim zdrowiu i jutro przy stole z wieczerzą wigilijną usiądziecie z grymasem bólu spowodowanego nadwyrężeniem zamiast uśmiechem. Wam nie będzie miło, a waszym bliski będzie przykro. I tak zapraszam na przerwę, zróbcie sobie pysznej herbaty i odpocznijcie zadbajcie o siebie, gorąco Was o to proszę. A teraz przepis na ciasto z jabłkiem i liofilizowaną żurawiną
Oryginalny przepis znalazłam u Ani Lewandowskiej ---> Świąteczna tarta z jabłkiem i cynamonem


Spód
2 szklanki płatków owsianych – ok 200 g
4 łyżki gorzkiego kakao
Szczypta soli himalajskiej
¼ szklanki oleju koksowego
1 łyżka cukru kokosowego
8 łyżek zimnej wody

Wierzch
Ok 7-8 jabłek
Sok z ½ cytryny
3-4 łyżki melasy
1 łyżka cukru koksowego do posypania
1 łyżka żurawiny  liofilizowanej + 1 łyżka do posypania przed podaniem
1 łyżka cynamonu
1 szczypta gałki muszkatołowej

Wszystkie składniki na spód blendujemy i wyklejamy masą tortownicę tak aby powstały cienkie, wysokie brzegi uprzednio wyłożoną papierem do pieczenia. Wstawiamy blachę do lodówki na czas przygotowania farszu. Jabłka obieramy, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy w cienkie słupki. Dodajemy przyprawy, melasę, którą możemy zastąpić np. syropem klonowym lub z agawy i mieszamy delikatnie aby nie połamać jabłek. Owoce wykładamy na zimne ciasto, posypujemy cukrem kokosowym i liofilizowaną żurawiną. Pieczemy około 30-35 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Przed podaniem można dodatkowo posypać liofilizowaną żurawiną.
Smacznego!!!!

niedziela, 18 grudnia 2016

Dom świętami pachnący :)

Jakie są wasze skojarzenia z nadchodzącymi świętami? Dla mnie to dźwięki kolęd i piosenek świątecznych, mrugające wszędzie światełka i oczywiście zapach korzennych przypraw. Cynamon, kardamon, goździki, gałka muszkatołowa i inne rozgrzewające dodatki, jednym słowem wspaniałe. ponadto te przyprawy maja zbawienny wpływ na nasze organizmy, działają wzmacniająco, podkręcają metabolizm porostu nie może ich zabraknąć w tych pięknych zimowych dniach. Kiedy myślę o słodkościach bożonarodzeniowych na myśl przychodzą mi oczywiście pierniczki i dziś chce Wam pokazać przepis na zdrową wersję "katarzynek" zrobionych na bazie batatów i czerwonej fasoli. Pierniczki oblane czekoladą nie odbiegają od oryginału a są znacznie łaskawsze dla naszych organizmów. Zachęcam Was, przekonajcie się sami i zróbcie je w swoich domach. Dodam jeszcze, że bez problemu możecie je podać weganom, gdyż w pełni spełniają warunki ich diety. 


Przepis na około 15-20 ciastek
2 duże bataty
½ puszki czerwonej fasoli
Sok i skórka z 1 cytryny
½ szklanki cukru trzcinowego (można zastąpić miodem, syropem z daktyli, agawy, klonowym)
1 łyżka przyprawy do pierników
2 kopiaste łyżki gorzkiego kakao
1 ½ szklanki mąki orkiszowej jasnej
½ szklanki dowolnego mleka roślinnego ( u mnie sojowe waniliowe)
70 g czekolady gorzkiej + 30 g na polewę
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Szczypta soli
1 kopiasta łyżka oleju kokosowego
Duża garść dowolnych orzechów

Bataty obrać ze skórki, pokroić w dużą kostkę i upiec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C miękkości (około 30 minut), a następnie wystudzić. Słodkie ziemniaki miksujemy w malakserze z fasolą , skórką i sokiem z cytryny oraz olejem kokosowym. W drugiej misce połączyć przesianą mąkę, proszek, sodę, kakao, przyprawę do pierników i sól. Mleko podgrzać do momentu wrzenia, dodać połamaną czekoladę oraz cukier mieszać do połączenia i rozpuszczenia składników.  Za pomocą łyżki połączyć wszystkie składniki i dokładnie wymieszać. Na blaszce kładziemy papier do pieczenia i formujemy ciastka, które pieczemy 20 minut w 180 stopniach C. Studzimy pierniczki i przygotowujemy polewę poprzez rozpuszczenie czekolady nad kąpielą wodną. Delikatnie polewamy ciastka i obsypujemy posiekanymi orzechami. Pierniczki są gotowe do spożycia od razu, nie muszą leżakować.
Smacznego!!!!

Dodatkowo podaję linki do zeszłorocznych przepisów na lekkie święta:

czwartek, 15 grudnia 2016

Święta za chwilę.....????

Jak to się stało, że już mamy grudzień??? Gonie ostatnio przez dni, tygodnie i miesiące, a tu wcale nie zaglądam, niedobrze. Postaram się to zmienić choć nie będzie łatwo ponieważ od pewnego czasu inwestuję czas przede wszystkim w swój rozwój. Edukacji nigdy za wiele i zawsze trzeba szukać możliwości na szkolenie się. W tej chwili nie będę pisać w czym rzecz ale liczę na wyrozumiałość i zrozumienie. Nie mniej jak tylko przytrafi mi się wolna chwilka to idę do kuchni i tworze, dobieram smaki, próbuje nowych możliwości. Powstają nowe przepisy i oczywiście potrawy, gorzej z ich dalszą obróbką, zalega mi góra zdjęć bez spisanych przepisów lub po prostu do przebrania i segregacji oraa tym podobnych prac. Już od kilku dni staram się nadrobić zaległości między innymi w przepisach świątecznych abyście i Wy mogli cieszyć się i zadowalać podniebienia  swoje oraz swoich gości zdrowymi wersjami tradycyjnych potraw.
Na dobry początek piernik na bazie chlebka bananowego inspirowany przepisem Ani Lewandowskiej
Oryginalny przepis ---> Świąteczny chlebek bananowy


4 duże dojrzałe banany
4 jajka
60 g mąki bananowej
3 łyżki oleju kokosowego
½ łyżeczki cynamonu
1 łyżka przypraw korzennych „do piernika”
Szczypta soli morskiej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżki słodu np. melasa, syrop klonowy, ksylitol itp.

Banany rozgniatamy w misce za pomocą widelca. Suche składniki(bez cynamonu) łączymy w oddzielnej mice i dodajemy do nich rozgniecione banany, jajka uprzednio rozbełtane widelcem oraz olej kokosowy wraz z słodem u mnie była to melasa. Ciasto przelewamy do foremki wyłożonej papierem, posypujemy cynamonem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C na około 45-60 minut do suchego patyczka. Można dodać do ciasta garść orzechów włoskich.

Smacznego!!!

niedziela, 23 października 2016

Daktyle, kokos, orzechy i inne fanaberie

Moi drodzy kiedy za oknami bezczelnie panoszy się jesień w najbrzydszej ze swoich szat szukam pomysłów na poprawę nastroju. I tu się pojawiają moje fanaberie. Lubię jak jest słodko, daktylowo, kokosowo i zarazem lekko. Jakiś czas temu przeglądając Internet  natknęłam się na lekką wersję Banoffee pie. W oryginale jedynym zdrowym składnikiem jest banan, a poza tym słodkość zawdzięcza warstwie karmelu i bitej śmietany. W moim placku karmel ma wersje wege i jest zrobiony z moczonych w kawie daktyli połączonych z masłem orzechowym, a bita śmietana jest kokosowa. Zresztą co ja będę się długo rozpisywać jest obłędnie słodkie i lekkie, a więc koniecznie musicie je zrobić w swoich domach.  



Składniki na małą tortownicę 18 cm
Na spód:
2/3 szklanki orzechów laskowych
1/3 szklanki daktyli, namoczonych przez 15 minut w wodzie

Krem daktylowy:
1 szklanka daktyli, namoczonych przez 15 minut w mocnej kawie
2 łyżki masła orzechowego 

Do podania:
1 puszka mleczka kokosowego, schłodzonego przez 48 godzin w lodówce
2-3 łyżki ksylitolu
1 dojrzały banan
1 laska wanilii
kakao do posypania 

Orzechy laskowe traktujemy blenderem do uzyskania grubego pyłu, a następnie dodajemy daktyle moczone w wodzie, której nie wylewamy bo można ją dodać po trochu jeżeli masa słabo się klei. Teraz wyklejamy masą formę wraz z bokami, wyłożoną papierem do pieczenia aby łatwiej było później wyjąć ciasto. Blachę wstawiamy do lodówki i robimy krem. Znów używamy blendera, w którym umieszczamy daktyle i masło orzechowe. Ponownie możemy dodać kawę z moczenia daktyli dla uzyskania bardziej gładkiego kremu. Masę wykładamy na orzechowy spód, a na nią układamy plastry banana. Z mleczka kokosowego wyjmujemy tylko stałą część i ubijamy tak samo jak tradycyjną śmietanę, dodajemy ziarenka z jednej laski wanilii i ksylitol. Jeżeli masa nie chce być sztywna można dodać 1 śmietanfix, ale ja się staram unikać takiej chemii. Posypujemy ciasto kakao i serwujemy.
Samczego!!! 

niedziela, 9 października 2016

Czas na rozgrzewanie

Jesień w tym roku przychodzi z wyjątkowo brzydką aurą do nas. Zamiast pięknej słonecznej pogody stale szarówka, deszcz i chłód. No cóż na warunki atmosferyczne nie mamy wpływu ale możemy ten czas umilić sobie ciepłą i aromatyczną kolacją. Tym razem chcę Was zaprosić na właśnie takie jedzonko. Pysznie rozgrzewa i smakuje wspaniale, a ponadto jest pełne wartości odżywczych. Fasolka z pieczarkami jajkiem. 



2 garście zielonej fasolki
Kilka pieczarek
2 jajka
Dowolne kiełki (ja użyłam kiełków lucerny)
½ łyżeczki czarnuszki
½ łyżeczki oleju kokosowego
Sól i pieprz do smaku

Zielną fasolkę obieramy, przekrawamy na pół i krótko gotujemy w lekko osolonej wodzie. Pieczki kroimy na pół, a  połówki w plasterki, które smażymy delikatnie na ½ łyżeczki oleju kokosowego. Do obsmażonych pieczarek dodajemy fasolkę  i całość jeszcze kilka minut smażymy. Teraz wbijamy dwa jajka i czekamy aż białko się zetnie. Serwujemy posypane czarnuszką i kiełkami. Oprószamy solą i pieprzem do smaku.

Smacznego!!!!

niedziela, 2 października 2016

Dynia nadal króluje

Królowa Dynia nadal dumnie zarządza terytorium kuchennym w moim domu. Jej piękny jesienny kolor wspaniale komponuje się z wieloma składnikami i staje się bazą tysiąca pomysłów w mojej głowie. Dziś zapraszam Was na żółty gulasz z dynią :) wspaniały na chłodniejsze dni, rozgrzewa i dodaje animuszu. Jest zdrowy, lekki i smaczny więc sami go wypróbujcie :)

 

Składniki na około 3 porcje

300 g mięsa z piersi indyka
300 g obranej i wypestkowanej dyni
ok 10 dużych pieczarek
2-3 garście zielonej fasolki
2-3 garście pestek ze słonecznika
2-3 garście pestek z dyni
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka czarnuszki
Sól i pieprz do smaku
Dowolne kiełki do podania (ja użyłam kiełków z lucerny)

Mięso kroimy w paski, pieczarki w plasterki i podsmażamy do uzyskania złotego koloru na oleju kokosowym. Pod koniec dodajemy obgotowaną zieloną fasolkę i dynię pokrojoną w kostkę, pestki ze słonecznika oraz dyni. Całość doprawiamy kurkumą, czarnuszką, czosnkiem, solą i pieprzem. Podlewamy delikatnie wodą i dusimy kilka minut tak aby dynia nie rozgotowała się całkowicie ale była miękka. Trzeba to sprawdzać widelcem, ponieważ każda dynia ma inny czas gotowania. Serwujemy z pestkami dyni i kiełkami.
Smacznego!!!!

niedziela, 25 września 2016

Jesień od dyni się zaczyna

Już kilka postów temu pisałam o spotkaniu lata z jesienią, a tu już  zawitała piękna Polska jesień w pełnej krasie :) w chaotycznej kuchni oznacza to wkroczenie dyni na stół. W tym roku otrzymałam w prezencie kilkanaście kilogramów złocistej dyni więc na dłużej zagościła moim w kulinarnym repertuarze. Musiał powstać oczywiście nieśmiertelny już ketchup z dyni tu macie zeszłoroczny przepis na niego -> , Ketchup z dyni cała masa musu dyniowego, który zamrożony czeka na przerobienie w pyszne ciasta, lody i inne przyjemności, gulasz, zupa i inne smakołyki o których będę tu pisać. Na dobry początek moja wersja zupy krem z dyni. Króluje ona aktualnie na większości blogów  to musi być i u mnie. Przyznam szczerze, że nie przepadam za zupami w postaci kremu i jest to mój pierwszy wyrób tego rodzaju, ale myślę, że nie ostatni. Moja zupa ma wyrazisty smak z lekką nutą azjatycką. Zapraszam Was do wypróbowania jej w swoim domu.   


Przepis na około 4-5 porcji
1 kg obranej i wypestkowanej dyni
1 litr wywaru (warzywnego lub drobiowego)
1 cebula
3 ząbki czosnku
1 łyżka kurkumy
Sok z 1 limonki
1 łyżka sosu sojowego
Kilka płatków peperoncino
1 łyżeczka oleju kokosowego
Sól i pieprz do smaku

Do podania
Pestki z dyni
Skórka otarta z limonki
Olej z pestek dyni
Dowolne kiełki (ja użyłam kiełków lucerny)

Cebule drobno kroimy i i podsmażamy na łyżeczce oleju kokosowego do uzyskania złotego koloru, dodajemy dynie pokrojoną w kawałki mniej więcej  2 na 2 cm i chwilę całość smażymy. Teraz zalewamy wszystko bulionem i gotujemy około ½ godziny aż dynia zacznie się rozpadać, dodajemy czosnek przeciśnięty prze praskę, kurkumę, sok z limonki, płatki peperoncino i sos sojowy. Doprawiamy solą i pieprzem i gotujemy całość kilka minut do połączenia smaku, a następnie blendujemy zupę do momentu otrzymania gładkiego aksamitnego kremu. Podajemy okraszone pestkami dyni, skórką otartą z limonki, kroplą oleju z pestek z dyni  oraz porcją kiełków.
Smacznego!!!!

niedziela, 18 września 2016

Z tęsknoty do Italii

Ciągle tęsknie do Italii, każdego dnia wspominam ten piękny kraj, włoskie smaki, a w myślach pojawiają się znajome obrazy, muzyka brzmi w uszach i tak co rano idąc do pracy w moich słuchawkach brzmią ulubione piosenki i zastanawiam się ile osób na przystanku myśli, że jestem ostro walnięta bo uśmiecham się do siebie :) Tu mam dla was jeden z ulubionych kawałków Marco Bocchino . Jak już wyżej pisałam wspominam również włoskie smaki, które goszczą w mojej kuchni najczęściej, a jednym z ulubionych jest sałatka Caprese. Jej prostota w wykonaniu i niewielka ilość składników daje obłędny efekt smakowy. Bardzo często jem ją na kolację, ale czasem zaczynam eksperymentować i dodaję do niej różne składniki, inne zioła czy przyprawy. Tym razem myślą przewodnią stał się bakłażan i to on dostał pierwsze skrzypce w tej szybkiej wersji Caprese. Przeczytajcie przepis i zróbcie sami w domu. Polecam bo smak jest wspaniały a wykonanie banalnie proste :)


Na 2 porcje
1 mały bakłażan
1 kulka mozzarelli
3 różnokolorowe pomidory
Listki świeżej bazylii
1 łyżeczka czarnuszki
1 łyżeczka oliwy z oliwek
1  Łyżeczka zaatar

Bakłażana kroimy w plastry grubości około ½ cm i delikatnie solimy, odstawiamy aby puściły wodę. Odsączamy plastry, przyprawiamy zaatarem z każdej ze stron i układamy na suchej, rozgrzanej patelni grillowej. Grillujemy na każdej ze stron po 2-3 minuty do uzyskania złotego koloru. Mozzarellę i pomidory kroimy w plastry. Na talerzu układamy na przemiennie bakłażana, pomidory i ser, całość skrapiamy oliwą, posypujemy czarnuszką i ozdabiamy świeżą bazylią. Serwujemy jak bakłażan jest jeszcze ciepły.
Smacznego!!!!!

niedziela, 11 września 2016

Kurki w dwóch odsłonach

Kurki, kurki, kurki .... hmm to jedne z moich ulubionych darów lasu. Grzyby mogą być wspaniałą częścią lekkiej diety i tego właśnie dotyczy pierwsza odsłona czyli zupa kurkowa w wersji wege i  od razu dodam tak, tak długo ją gotowałam, ponieważ tam niema mięsa i chciałam jak najwięcej smaku uzyskać z warzyw. Druga odsłona to takie moje małe szaleństwo :) Kurki w śmietanie. Tak ja też miewam małe słabości i raz na jakiś czas jem takie bomby :) Oczywiście makaron jest pełnoziarnisty, a śmietana bez laktozy ale i tak wolałam nie liczyć kalorii :) Poniżej zapraszam Was do obu przepisów. 

Zupa z kurek
30 dag kurek
Młoda włoszczyzna
1 ½ litra wody
3-4 świeże listki laurowe
Kilka szt. Ziela angielskiego
2-3 gałązki rozmarynu
Pieprz czarny ziarnisty (kilka sztuk w zależności od upodobań smakowych)
1 łyżeczka soli
Do podania na jedną porcję:
Garść makaronu orkiszowego
1 łyżka jogurtu naturalnego ( u mnie bez laktozy)
Kilka listków natki pietruszki
Świeżo mielony pieprz

Młodą włoszczyznę myjemy i obieramy, zalewamy wodą i gotujemy, po około godzinie dodajemy przyprawy i gotujemy jeszcze godzinę, kiedy wszystkie składniki oddadzą smak wyjmujemy przy pomocy łyżki cedzakowej warzywa i przyprawy. Marchewkę kroimy w plasterki i z powrotem umieszczamy w garnku oraz dodajemy grzyby, które uprzednio myjemy i kroimy na mniejsze kawałki, całość gotujemy jeszcze około 30 minut, podajemy z makaronem orkiszowym, łyżką jogurtu i natką pietruszki, całość oprószamy świeżo mielonym pieprzem.
Smacznego!!!!

Kurki w śmietanie

Na 2 porcje
2-3 garście świeżych kurek
1 małą śmietana bez laktozy
1 cebula
200 g makaronu pełnoziarnistego farfalle
1 łyżeczka oleju koksowego
3 gałązki świeżego rozmarynu
Parmezan do podania

Kurki myjemy, dokładnie czyścimy i lekko siekamy. Cebulę kroimy w kosteczkę i podsmażamy na oleju kokosowym do uzyskania złotego koloru następnie dodajemy grzyby, doprawiamy solą, pieprzem oraz posiekanym rozmarynem. Całość dusimy w sosie własnym pod przykryciem przez 15 minut. Doprawiamy śmietaną i jeszcze dusimy kolejne 15 minut. Podajemy z makaronem ugotowanym al dente i wiórkami parmezanu.
Smacznego!!!!

niedziela, 28 sierpnia 2016

Kiedy lato wita się z jesienią :)

Koniec sierpnia rozpieszcza nas gorącym powietrzem, wokół nadal pachnie latem, a tu na straganach pojawiają się bezczelnie pierwsze oznaki jesieni w postaci pomarańczowych bulw dyni. Bardzo lubię ten czas można czerpać to co najlepsze z dwóch pór roku. Rano pałaszuję owsiankę z malinami, a na obiad grzybową ze świeżych podgrzybków. Dni są tak ciepłe, że chętnie uciekam z domu nad wodę łapać ostatnie tegoroczne promyki słońca. Tak też było tydzień temu i spędziłam uroczy weekend z rodziną na Zalewam Zegrzyńskim relaksując się, spacerując, śmiejąc i odpoczywając. Oczywiście jak to ja musiałam zabrać ze sobą coś pysznego tym razem było to Brownie z dyni, na które przepis znalazłam na blogu Weganon. Jest łatwe, mega pyszne i doskonale pasuję do tej części roku. Fantastycznie łączy ze sobą lato w postaci owoców i jesień, której przedstawicielem jest dynia. Bałam się troszkę czy tak niestandardowe ciasto przypadnie wszystkim do gustu ale nawet moja wiekowa bądź co bądź babcia zajadała się z apetytem, prosząc o dokładkę. A tu dla Was przepis na to pyszne ciasto :)

 

1 dynia ( około 1 ½ kg)
3 szklanki mąki orkiszowej jasnej
2 szklanki dowolnego mleka roślinnego ( ja użyłam ryżowo - migdałowego)
1 szklanka oleju rzepakowego
3 łyżki mielonego lnu + 9 łyżek wody
2 łyżeczki proszku do pieczenia  ( ja użyłam bezglutenowego)
1 szklanka ciemnego odtłuszczonego kakao
1 szklanka cukru muscovado
1 łyżeczka cynamonu
Na polewę:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 łyżka oleju kokosowego nieratyfikowanego
Dowolne soczyste owoce

Dynię obieramy (jeżeli używamy odmiany Hokkaido nie trzeba obierać) kroimy w dużą kostkę i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, pieczemy do miękkości, lub wyłączamy nagrzany piekarnik i czekamy około ½ godziny aż zmięknie. Miksujemy dynię na gładko z mlekiem, dodajemy olej i ponownie miksujemy. Lena zalewamy wodą i odstawiamy na kilka minut, a następnie dodajemy do musu dyniowego i znów miksujemy. W oddzielnej misce łączymy mąkę, kakao, proszek do pieczenia, cukier oraz cynamon, dodajemy mus dyniowy i całość mieszamy łyżką, aż do uzyskania jednolitej masy. Blachę wykładamy papierom do pieczenia i wlewamy ciasto. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 175 stopni C, pieczemy około 30-35 minut. Studzimy. Nad kąpielą wodną rozpuszczamy czekoladę, dodajemy olej kokosowy, mieszamy i wylewamy równomiernie na ciasto. Na wierzchu układamy ulubione, soczyste owoce u mnie to truskawki, kiwi, figi oraz borówka amerykańska. Serwujemy.
Smacznego!!!!

wtorek, 9 sierpnia 2016

Italia 2016 - Kolekcjoner zachwytów

Dwa lata czekania i jest, nareszcie nadszedł ten dzień - jadę do Włoch :) Tym razem północna część półwyspu, wycieczka objazdowa autokarem. Wiem doskonale, że będzie trudno, że będzie mega zmęczenie ale wiem również, że będzie warto.
Ruszam raniutko, najpierw do Opla, a dopiero stamtąd kierunek Italia. Tak jak przewidywałam noc w drodze ostro dała w kość, ale kiedy o świcie się przebudziłam i za oknem dostrzegłam alpejskie szczyty pierwsze łzy wzruszenia pojawiły się na twarzy i zagościł błogi uśmiech. Zmęczenie ustąpiło ekscytacji i zachwytowi.Dalej było już tylko lepiej. Około godziny 8,00 pierwszy postój na stacji benzynowej we Włoszech. Szybka toaleta i wizyta w barze "-uno cappuccino per favore" poprosiłąm naturalnie używając języka Dantego, urocza włoszka podaje mi ciepły, aromatyczny napój w podgrzanej filiżance z uprzejmym "-prego", "-grazie" odpowiadam i wychodzę na zewnątrz gdzie mogę sączyć kawę patrząc na góry. I tak stoję na tej stacji, jak wariatka uśmiecham się do siebie, łzy znów tańczą na rzęsach, a ja całą sobą łykam każdą chwilę, każdy zapach , smak i widok. Chłonę sobą każdy szczegół. Zachwycam się, bo wiem, że jestem TU, że kocham to miejsce, ten kraj, tych ludzi, Buongiorno Italia :)
Kolekcjoner zachwytów to ja, gdzieś kiedyś usłyszałam to sformułowanie lub przeczytam, ale niestety nie pamiętam gdzie i w jakich okolicznościach niemniej idealnie pasuje do mnie na wakacjach w Italii. Ochów i Achów było nieskończenie wiele i nadal nie umiem ubrać w słowa tego wszystkiego co było moim doświadczeniem na tej wyprawie. Dziś tylko krótko opiszę gdzie byłam i co widziałam, a na koniec zamieszczę króciutką fotorelację. A w kolejnych wpisach będę wracać do pobytu we Włoszech. Całą drogę robiłam notatki i zdjęcia, w myślach tworzyłam całe posty, a odkąd wróciłam do kraju nie mogę tego wszystkiego zebrać w logiczną całość.
Na początek był deszczowy Trydent. malownicze krajobrazy regionu, w którym subtelnie mieszają się kultury Austriackie i Włoskie. I nawet deszcz nie mógł mnie pozbawić przyjemności obcowania z tym całym pięknem gdyż sami Włosi twierdzą, że deszcz przynosi szczęście.

Deszczowy Trydent
Kolejny dzień to przepiękne jezioro Garda i malownicze miejscowości Sirmione oraz Limone, w którym to produkuje się cudowny likier Lmoncello. Tu rozkoszowałam się ciepłym wiatrem w trakcie rejsu po jeziorze, kwaśno-słodkim smakiem lemoniady oraz fantastyczną pizzą z owocami morza 

Jezioro Garda

Późne popołudnie i wieczór tego samego dnia spędziłam w Weronie, obowiązkowa wizyta pod balkonem Szekspirowskiej Julii i spacer urokliwymi uliczkami tego miasta powodował kolejne porcje zachwytów

Werona - Szekspirowska Julia 
Trzeci dzień to Mediolan, wspaniałe miasto pełne ekskluzywnych butików, galerii sztuki i uroczych kawiarni oraz restauracji. Ja postanowiłam posmakować modowej strony Milano i większą część wolnego czasu spędziłam przemykając po kolejnych butikach. Niestety zakupy w głównej galerii Mediolanu "Vittorio Emanuele II" są daleko po za moim zasięgiem ale chociaż wystawy Gucci, Dior czy Prada mogłam pooglądać. A zwieńczeniem wizyty w Milano była Opera La Scala, która robi niesamowite wrażenie nie tylko na melomanach. 

Mediolan galeria Vittorio Emanuele II 
Czwarty dzień to Genua miasto narodzin Kolumba, to stąd wywodzi się Pesto i Focaccia, których skosztowania nie mogłam sobie odmówić. Te wspaniałe mięciutkie chlebki wypełnione dowolnymi dodatkami są wprost niebiańskie. Delikatne jak chmurka, ale i wyraziste w smaku pełne oliwy z oliwek, po prostu obłędne.

Focaccia z cukinią oraz jej kwiatami i papryką
Druga część dnia to Sanremo miasto nieoczywiste. Z jednej strony pełne blichtru i bogactwa, piękne Casino, wspaniałe wille i jachty, a z drugiej często omijana przez turystów średniowieczna starówka, która dzięki zabudowie sięgającej XII wieku robi niesamowite wrażenie, To tu skosztowałam najlepszych na świecie lodów (wł. gelato)
Sanremo - średniowieczna uliczka 

 Piąty dzień to największy zachwyt - Portofino, Miejsce malutkie, ale zapierające dech w piersi. Najwspanialszy punkt wycieczki. Miasteczko oddalone zaledwie 30 minut rejsu promem od Rapallo wita gości kolorowymi domkami, i portem pełnym luksusowych jachtów. Białe obrusy na restauracyjnych stolikach przy samym nabrzeżu zachęcają aby usiąść w cieniu parasola i napić się pysznej kawy. Można przez krótki moment zapomnieć o otaczającym świecie i stać się częścią tej magii. Jestem więcej jak pewna, że tam wrócę.

Portofino
Na koniec wyprawy była Bolonia, miasto które słynie z Tortellini, makaronu Tagliatelle, lasagne oraz mortadeli. Z racji tak "smacznego" miejsca pożegnalny obiad musiał być regionalny.  

Tortelli di crema di parmegiano
Na koniec pozostaje mieć tylko nadzieję, że wkrótce tam wrócę.
Ciao Italia !!!!

A Was zapraszam na jeszcze kilka zdjęć :)

Trydent
Trydent
Stragan z warzywami
Owoce morza
Limone
Pizza z owocami morza w Limone
Jezioro Garda Limone
Jezioro Garda Limone
Arena w Weronie

Arena w Weronie
Werona
Mediolan
Mediolan


Mediolan, Opera La Scala

Mediolan - po zakupach
Genua
Genua
Genua
Sanremo
Portofino
Bolonia
Bolonia - Koniec wycieczki 






piątek, 29 lipca 2016

Kolejne próby, coraz smaczniejsze :)

Dziś krótko, bo czasu mało :) W chaotycznej kuchni kolejne próby zielonych koktajli. Nadal nieporadne, ale coraz smaczniejsze. Wierzę, że dojdę do perfekcji :) Nowy blender/malakser zjawił się w moim domku więc pracę będą łatwiejsze i przyjemniejsze :) Poniższy przepis wykonany jeszcze przy użyciu starego wysłużonego urządzenia :)


2-3 duże garście świeżego szpinaku
1 łyżeczka miodu
½ banana
1 łyżka soku z cytryny
Kawałek świeżego imbiru
Kilka listków świeżej mięty
¾ szklanki dowolnego mleka

Wszystkie składniki rozdrabniamy i łączymy w malakserze, a następnie serwujemy.
Smacznego!!!!

niedziela, 24 lipca 2016

Krok do zdrowia - sezonowość :)

Moi drodzy jest wiele czynników wpływających na nasze zdrowie i wspaniale by było stosować je wszystkie. Oczywiście, nie zawsze się to udaje, a realnie patrząc rzadko stosujemy wszystkie razem. Jednym z łatwiejszych i przyjemniejszych jest sezonowość, czyli używajmy w kuchni tych składników, na które jest czas. Po co używać mrożonych warzyw latem skoro stragany są pełne, a półki sklepowe uginają się od świeżych i młodych darów natury. To właśnie teraz mają w sobie najwięcej zdrowia. Korzystajmy z tego, a będziemy mieć same korzyści zdrowotne i smakowe. Na koniec jeszcze jeden argument za, a mianowicie w sezonie jest najtaniej :)
Dziś świętuje sezon na czereśnie. Uwielbiam te ciemne, słodkie kulki. Poniżej mam dla Was przepis na mus z czereśniami i nasionami Chia. 



2-3 duże garście czereśni
½ dowolnego mleka ( u mnie krowie 1,5 % tłuszczu bez laktozy)
3 łyżki nasion Chia

Czereśnie myjemy i drylujemy, kilka sztuk odkładamy i drobno siekamy, a pozostałe owoce umieszczamy wraz z mlekiem w blenderze. Jeżeli owoce są mniej słodkie można dosłodzić łyżeczką miodu lub syropu klonowego. Całość blendujemy, a następnie dodajemy nasiona Chia, mieszamy i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny ( można na całą noc będzie idealny na śniadanie). Przed podaniem dodajemy posiekane czereśnie.
Smacznego!!!!

sobota, 16 lipca 2016

Daktylowy raj :)

Moi drodzy od jakiegoś czasu obserwuję na facebooku moje własne przepisy sprzed roku lub dwóch lat dzięki aplikacji "tego dnia" i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu oraz radości odkrywam jak bardzo zmienia się moja świadomość nt. zdrowego odżywiania. Zabrzmiało to strasznie narcystycznie ale to naprawdę fantastyczne spojrzeć na siebie trochę z boku, z dystansu i docenić własną pracę. Ciągle szukanie inspiracji, szkolenie, zdobywanie nowej i pogłębianie posiadanej wiedzy przynosi efekty i daje siłę do dalszej nauki. W głowie rodzą się nowe pomysły jeszcze tylko trochę więcej czasu by się przydało :) wierzę, że w chaotycznej kuchni będzie coraz bardziej ciekawie.
Trochę chwalenia w niedzielny poranek już było, a teraz czas na nową inspirację. Mus daktylowy, wspaniałe odkrycie o ogromnie szerokim spektrum stosowania. Wspaniały zamiennik miodu i innych syropów słodzących (np. z agawy, klonowy). Znam wiele osób, które nie jedzą miodu ze względów zdrowotnych lub ideologicznych i to jest dla nich super rozwiązanie tym bardziej, że daktyle wcale nie muszą być drogie ja kupuje na targu za około 10 zł/kilogram więc jak sami widzicie porcja musu kosztuje kilka złotych, Sam mus świetnie nadaje się do lodów, owsianki i innych deserów, może być bazą do ciast i kremów o czym niedługo przekonacie się tu na blogu :)



1 szklanka suszonych wypestkowanych daktyli
Woda
1 łyżka soku z cytryny

Daktyle zalewamy w szklance gorącą wodą w ilości pozwalającej zakryć owoce i odstawiamy na około 5 godzin, po tym czasie całość razem z wodą miksujemy blenderem ręcznym lub w malakserze na gładki mus. Dodajemy sok z cytryny, mieszamy i odstawiamy do lodówki. Mus może stać kilka dni w lodówce.
Smacznego!!!! 

niedziela, 3 lipca 2016

Jak lato to lody - obowiązkowo :)

Dziś trochę chłodniejszy dzień, który przydaje się dla równowagi po letnich ciężkich dniach pełnych słońca i dusznego aromatycznego powietrza. Dla mnie tak właśnie powinno "smakować" lato. To powietrze jest wtedy nośnikiem przyjemności i doznań. A jak już ten upał robi się nie do zniesienia obowiązkowym punktem programu stają się lody. Oczywiście te w mojej kuchni nie powstają na bazie ciężkiej śmietany i cukru, a na lekkim, pełnym zdrowia mleku kokosowym czerpiąc słodycz z owoców. Dodatkowo są całkowicie wegańskie więc i podniebienia wegan zadowolą :)


1 litr mleka kokosowego z kartonu
1 dojrzały banan
1 papaja
Ziarenka z 1 laski wanilii
4 łyżki ksylitolu
W wysokim naczyniu umieszczamy mleko, banana oraz papaję pokrojone na mniejsze kawałki, ziarenka z laski wanilii oraz ksylitol. Teraz ręcznym blenderem całość miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Przelewamy do plastikowego pojemnika i umieszczamy w zamrażalniku na 6 godzin, ale co godzinne wyjmujemy i mieszamy przy pomocy ręcznej rózgi (tego etapu nie pomijamy, ponieważ on daje lekkość lodom), serwujemy. Jeżeli chcemy dłużej trzymać lody w zamrażalniku, to należy przed podaniem minimum godzinę wcześniej wyjąć aby lody lekko rozmarzły.
Smacznego!!!!

sobota, 25 czerwca 2016

Sezon na truskawki trwa :)

Sezon truskawkowy w szczycie, w chaotycznej manufakturze powstają nowe smaki na bazie właśnie truskawek i w tym temacie niedługo dla Was niespodzianka..... śledźcie posty a wszystko się wyjaśni :). Dziś już o świcie byłam na targu, po pierwsze upał nie daje możliwości na spacery w późniejszych godzinach, a po drugie i najważniejsze chciałam wszystko co zaplanowałam zrobić przed meczem i warto było :). wygrana Biało-Czerwonych kosztowała dużo nerwów ale radość jest ogromna :) Ogromne gratulacje dla Drużyny :)

A czym sobie osłodziłam popołudnie z piłką? Brownie z truskawkami, łatwe, szybkie i słodkie chociaż bez cukru :)



1 tabliczka gorzkiej czekolady (100 g)
1/3 szklanki oleju kokosowego
100 g  daktyli
2 jajka
100 g mąki orkiszowej
2 łyżki ciemnego kakao
Kilka szt. dojrzałych truskawek
Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na około 10 minut, a po tym czasie odciskamy wodę i rozdrabniamy w malakserze. Czekoladę rozpuszczamy nad kąpielą wodną, dodajemy olej kokosowy i odstawiamy do wystygnięcia. W misce ubijamy całe jajka na puszystą pianę, dodajemy daktyle. Mąkę i kakao przesiewamy do jajek z daktylami, całość mieszamy i dodajemy czekoladę z olejem. Chwilę wszystko miksujemy i przelewamy do małej keksówki (20 cm długości) wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch układamy połówki truskawek. Pieczemy około 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Uważajmy aby nie przepiec ciasta, ponieważ Brownie musi być wilgotne. Serwujemy po ostygnięciu.
Smacznego!!!!