wtorek, 9 sierpnia 2016

Italia 2016 - Kolekcjoner zachwytów

Dwa lata czekania i jest, nareszcie nadszedł ten dzień - jadę do Włoch :) Tym razem północna część półwyspu, wycieczka objazdowa autokarem. Wiem doskonale, że będzie trudno, że będzie mega zmęczenie ale wiem również, że będzie warto.
Ruszam raniutko, najpierw do Opla, a dopiero stamtąd kierunek Italia. Tak jak przewidywałam noc w drodze ostro dała w kość, ale kiedy o świcie się przebudziłam i za oknem dostrzegłam alpejskie szczyty pierwsze łzy wzruszenia pojawiły się na twarzy i zagościł błogi uśmiech. Zmęczenie ustąpiło ekscytacji i zachwytowi.Dalej było już tylko lepiej. Około godziny 8,00 pierwszy postój na stacji benzynowej we Włoszech. Szybka toaleta i wizyta w barze "-uno cappuccino per favore" poprosiłąm naturalnie używając języka Dantego, urocza włoszka podaje mi ciepły, aromatyczny napój w podgrzanej filiżance z uprzejmym "-prego", "-grazie" odpowiadam i wychodzę na zewnątrz gdzie mogę sączyć kawę patrząc na góry. I tak stoję na tej stacji, jak wariatka uśmiecham się do siebie, łzy znów tańczą na rzęsach, a ja całą sobą łykam każdą chwilę, każdy zapach , smak i widok. Chłonę sobą każdy szczegół. Zachwycam się, bo wiem, że jestem TU, że kocham to miejsce, ten kraj, tych ludzi, Buongiorno Italia :)
Kolekcjoner zachwytów to ja, gdzieś kiedyś usłyszałam to sformułowanie lub przeczytam, ale niestety nie pamiętam gdzie i w jakich okolicznościach niemniej idealnie pasuje do mnie na wakacjach w Italii. Ochów i Achów było nieskończenie wiele i nadal nie umiem ubrać w słowa tego wszystkiego co było moim doświadczeniem na tej wyprawie. Dziś tylko krótko opiszę gdzie byłam i co widziałam, a na koniec zamieszczę króciutką fotorelację. A w kolejnych wpisach będę wracać do pobytu we Włoszech. Całą drogę robiłam notatki i zdjęcia, w myślach tworzyłam całe posty, a odkąd wróciłam do kraju nie mogę tego wszystkiego zebrać w logiczną całość.
Na początek był deszczowy Trydent. malownicze krajobrazy regionu, w którym subtelnie mieszają się kultury Austriackie i Włoskie. I nawet deszcz nie mógł mnie pozbawić przyjemności obcowania z tym całym pięknem gdyż sami Włosi twierdzą, że deszcz przynosi szczęście.

Deszczowy Trydent
Kolejny dzień to przepiękne jezioro Garda i malownicze miejscowości Sirmione oraz Limone, w którym to produkuje się cudowny likier Lmoncello. Tu rozkoszowałam się ciepłym wiatrem w trakcie rejsu po jeziorze, kwaśno-słodkim smakiem lemoniady oraz fantastyczną pizzą z owocami morza 

Jezioro Garda

Późne popołudnie i wieczór tego samego dnia spędziłam w Weronie, obowiązkowa wizyta pod balkonem Szekspirowskiej Julii i spacer urokliwymi uliczkami tego miasta powodował kolejne porcje zachwytów

Werona - Szekspirowska Julia 
Trzeci dzień to Mediolan, wspaniałe miasto pełne ekskluzywnych butików, galerii sztuki i uroczych kawiarni oraz restauracji. Ja postanowiłam posmakować modowej strony Milano i większą część wolnego czasu spędziłam przemykając po kolejnych butikach. Niestety zakupy w głównej galerii Mediolanu "Vittorio Emanuele II" są daleko po za moim zasięgiem ale chociaż wystawy Gucci, Dior czy Prada mogłam pooglądać. A zwieńczeniem wizyty w Milano była Opera La Scala, która robi niesamowite wrażenie nie tylko na melomanach. 

Mediolan galeria Vittorio Emanuele II 
Czwarty dzień to Genua miasto narodzin Kolumba, to stąd wywodzi się Pesto i Focaccia, których skosztowania nie mogłam sobie odmówić. Te wspaniałe mięciutkie chlebki wypełnione dowolnymi dodatkami są wprost niebiańskie. Delikatne jak chmurka, ale i wyraziste w smaku pełne oliwy z oliwek, po prostu obłędne.

Focaccia z cukinią oraz jej kwiatami i papryką
Druga część dnia to Sanremo miasto nieoczywiste. Z jednej strony pełne blichtru i bogactwa, piękne Casino, wspaniałe wille i jachty, a z drugiej często omijana przez turystów średniowieczna starówka, która dzięki zabudowie sięgającej XII wieku robi niesamowite wrażenie, To tu skosztowałam najlepszych na świecie lodów (wł. gelato)
Sanremo - średniowieczna uliczka 

 Piąty dzień to największy zachwyt - Portofino, Miejsce malutkie, ale zapierające dech w piersi. Najwspanialszy punkt wycieczki. Miasteczko oddalone zaledwie 30 minut rejsu promem od Rapallo wita gości kolorowymi domkami, i portem pełnym luksusowych jachtów. Białe obrusy na restauracyjnych stolikach przy samym nabrzeżu zachęcają aby usiąść w cieniu parasola i napić się pysznej kawy. Można przez krótki moment zapomnieć o otaczającym świecie i stać się częścią tej magii. Jestem więcej jak pewna, że tam wrócę.

Portofino
Na koniec wyprawy była Bolonia, miasto które słynie z Tortellini, makaronu Tagliatelle, lasagne oraz mortadeli. Z racji tak "smacznego" miejsca pożegnalny obiad musiał być regionalny.  

Tortelli di crema di parmegiano
Na koniec pozostaje mieć tylko nadzieję, że wkrótce tam wrócę.
Ciao Italia !!!!

A Was zapraszam na jeszcze kilka zdjęć :)

Trydent
Trydent
Stragan z warzywami
Owoce morza
Limone
Pizza z owocami morza w Limone
Jezioro Garda Limone
Jezioro Garda Limone
Arena w Weronie

Arena w Weronie
Werona
Mediolan
Mediolan


Mediolan, Opera La Scala

Mediolan - po zakupach
Genua
Genua
Genua
Sanremo
Portofino
Bolonia
Bolonia - Koniec wycieczki 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz